Kilka zdań o… – Uncharted: Drake’s Fortune

Uncharted: Drake’s Fortune był pierwszą grą na konsole PS3 stworzoną przez zespół Naughty Dog (odpowiedzialny wcześniej za serie Crash Bandicoot, czy Jak). Gra została wydana w roku 2007, rok po premierze konsoli, i została bardzo ciepło przyjęta przez recenzentów jak i graczy (średnia ocen na poziomie 88%).

A jak teraz, czy gra nadal czochra i dostarcza prawie 10 lat po premierze? Odpowiedź jest prosta. Tak.

Nigdy przedtem nie miałem do czynienia z serią Uncharted, więc grę oceniam bez sentymentów, lecz z przymrużeniem oka dla niektórych elementów rozgrywki, które dzisiaj już tak nie cieszą jak kiedyś. Gra opowiada historię Nathana Drake’a, podróżnika i łowcy skarbów. Razem z jego przyjaciółmi wybierzemy się w poszukiwaniu mitycznego El Dorado. Błąkać się będziemy głównie po gęstych lasach Amazonii, ale od czasu do czasu napotkamy na szczątki cywilizacji w postaci opuszczonych fortyfikacji, czy podziemnych schronów. Całej przygodzie przyglądamy się z perspektywy trzeciej osoby i czekać nas będzie dużo skakania, a jeszcze więcej strzelania.

Tyle tytułem wstępu, przejdźmy teraz do mięsa.

Grafika. Dziesięć lat temu, było to marzenie. Każdy rozpływał się nad jakością oprawy wizualnej. Niestety teraz już tak wesoło nie jest, gra się zestarzała, lecz jeszcze nie odtrąca. Animacje i  dynamiczne praca świateł nadal robią, ale już mało złożone obiekty i liche tekstury trochę dzisiaj rażą.

Pros:

Projekt lokacji. Wykonany jest bezbłędnie. Gracz trafiający do nowej lokacji potrafi instynktownie trafić do wyjścia bez pomocy mapy. Wszystko to udało się dzięki drobnym szczegółom, które prowadzą gracza jak po sznurku. To jak i gdzie pada światło, czy rozmieszczenie detali na planszy jest o wiele bardziej immersyjnym drogowskazem, niż wielka czerwona strzałka. Dzięki temu odwiedzając kolejne lokacje, które mogą okazać się na pierwszy rzut oka bardzo skomplikowane, przechodzimy je bez problemu w kilka minut doskonale orientując się gdzie mamy iść, a gdzie możemy znaleźć znajdźki, czy amunicje do broni.

Fabuła. Jest prosta, ale bardzo angażująca, będąca często motywacją do brnięcia dalej przez kolejne lokacje. Mimo, iż nie wprowadza nic nowego, bo w większości opowiadana jest z poziomu przerywników filmowych, to jednak wyraziste postacie i niewątła akcja często nie pozwala odejść od telewizora. Dobrze wyważone czasy gry i cutscenek pozwalają rozwijać historię, bez efektu znudzenia, czy przesycenia gracza informacjami.

Cons: 

Za dużo, słabo zrobionego strzelania. I niestety na szkodę dla zagadek logicznych, których jest tyle, ile kot napłakał. Co chwilę na biednego Drake’a wybadają tabuny wrogów z nieskończoną amunicją i pięcioma założonymi na siebie kamizelkami kuloodpornymi. Strzelanie do nich to czysta katorga. Jeżeli nie celujecie w głowę (a moje umiejętności gry na padzie, często mi na to jeszcze nie pozwalają), to przygotujcie się na to, że cały magazynek karabinu M4 może wam wystarczyć na dwóch lub trzech chłystków w szortach i bandanie na spoconej głowie.

System osłon. Kiedyś rewolucyjny dzisiaj tylko irytujący. Nasz drogi Drake nie zawsze przykleja się do osłon tak jakbyśmy sobie tego życzyli. Często woli fiknąć koziołka pod granat przeciwnika, niż schować się bezpiecznie za zasłoną. Uwielbia również dostać soczystego headshota podczas kiedy to musi wstać z za zasłony kiedy to przeciwnik znajduje się za nim.

Werdykt:

Jak pisałem wcześniej i mimo mojego hejtu na strzelanie gra po tym całym czasie nadal daje radę i dostarcza masę zabawy. A wciągająca, mimo iż liniowa, fabuła potrafi bardziej zaciekawić, niż ostatnie przygody Indiana Jonesa.

4-Star

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *